Siatkówka

Jurajscy Rycerze zdobywają Warszawę w trzech setach!!!

 Jurajscy Rycerze wykonali duży krok w kierunku finału PlusLigi pokonując trzy do zera w delegacji Projekt Warszawa. Zrobili to po raz pierwszy w historii wygrała w hali COS Torwar. Aluron CMC Warta Zawiercie w sobotnim rewanżu z Projektem Warszawa, aby uzyskać awans do finału PlusLigi będą potrzebowali tylko dwóch wygranych partii.

17 kwietnia 2024, 20:30 – Warszawa (COS Torwar)
PROJEKT WARSZAWA 0:3 ALURON CMC WARTA ZAWIERCIE (24:26, 16:25, 24:26)

ALURON CMC WARTA: Tavares, Butryn, Kwolek, Clevenot, Zniszczoł, Bieniek, Perry (L) oraz Łaba, Rossard, Gąsior.

MVP: Bartosz Kwolek

Pierwszy punkt kiwką z drugiej piłki zdobył Miguel Tavares, a chwilę później Bartosz Kwolek w pojedynkę zablokował Bartłomieja Bołądzia i od razu odskoczyliśmy na dwa punkty, a wkrótce powiększyliśmy ją dwukrotnie, bo Jan Firlej przebił drugą piłkę po dograniu Damiana Wojtaszka górą z pola ataku, a następnie Artur Szalpuk uderzył w aut po niedokładnej wystawie. Było już 6:2, a po asie Mateusza Bieńka nawet 8:3. Gospodarze zaczęli nas gonić, gdy Kévin Tillie skończył akcję kiwką oburącz (mimo naszych protestów, że kontakt był zbyt długi), a następnie zaserwował trzy asy z rzędu i dystans stopniał do punktu. Za czwartym razem Francuz się pomylił, a my przez kolejne minuty nie pozwalaliśmy rywalom wyrównać, ale w końcu Kwolek nie przebił się przez trójblok i zrobiło się 18:18. Bołądź chwilę później dołożył asa i po raz pierwszy warszawianie objęli prowadzenie. I choć tym chwilę później tym samym odpowiedział Tavares i znów byliśmy na czele, to za moment raz jeszcze trafił Tillie, wyrównując już w trakcie pierwszego seta swój rekord w PlusLidze. Michał Winiarski wstawił więc na lewe skrzydło w miejsce Butryna Patryka Łabę i to on został bohaterem kolejnej akcji, blokując Bołądzia. Bieniek wyblokował Szalpuka i sam skończył kontrę ze środka i znów było 23:22 dla nas. Za drugim razem Kwolek zaserwował w aut, ale kapitan dał nam setbola. Tillie obronił go z szóstej strefy, wykorzystując czystą siatką przygotowaną przez Firleja, ale my odpowiedzieliśmy tym samym w wykonaniu duetu Tavares-Kwolek. Następnie nasz rozgrywający fantastycznie obronił atak Szalpuka, z kolei Zniszczoł wyblokował Bołądzia, a Butryn fantastycznie minął po prostej trójblok, dając nam wygraną.

Bohaterem początku drugiego seta był Kwolek, który skończył kontratak z pajpa na 2:0, a następnie dwa razy zapunktował zza 9. metra, choć za drugim przy udziale Tillie, który nie zmieścił przebijanej za darmo piłki między antenkami. Bołądź raz jeszcze uderzył w aut i został zmieniony przez Linusa Webera, za to Butryn obił blok i zrobiło się już 9:3. Projekt po sytuacyjnej akcji zakończonej kiwką Andrzeja Wrony pod końcową linię zbliżył się na 8:11, ale to był łabędzi śpiew gospodarzy w tym secie. Zupełnie wyłączyliśmy z gry liderów rywali, również wprowadzony niemiecki atakujący został zatrzymany przez nasz blok, a gdy za Tillie pojawił sie Igor Grobleny, Kwolek od razu poczęstował go punktową zagrywką. Nie do zatrzymania był na środku Bieniek, a prowadzenie urosło do stanu 17:9, ale to ciągle było mało. Po akcji, w której aż czterokrotnie piłki dotykał Butryn – najpierw na zagrywce, potem dwukrotnie w obronie, aż na końcu na kontrze, gdzie znowu z ogromną siłą minął blok, mieliśmy już 10 punktów przewagi. Przeciwnicy zdołali do końca odrobić już tylko jeden, a partię zakończył atakiem Kwolek.

Gospodarze próbowali nakręcić się na początku trzeciego seta, kiedy objęli prowadzenie po kontrataku Bołądzia, który przebił się przez nasz blok. Szybko jednak odzyskaliśmy prowadzenie, bo Tillie nie utrzymał w grze zagrywki Bieńka, a po chwili został zablokowany przez Miłosza Zniszczoła. MVP finału Pucharu Polski dołożył skuteczną krótką na kontrze na 7:4, ale po bloku Wrony i sytuacyjnym ataki Firleja Projekt wyrównał na 8:8, a po naszym nieporozumieniu objął prowadzenie 10:9 i miał nawet szansę je powiększyć, ale Bieniek zablokował Szalpuka. Po kolejny wybloku naszego kapitana Kwolek znów wyprowadził nas na czoło, a potem asem na Damianie Wojtaszku, który do tej pory fantastycznie bronił nawet najtrudniejsze zagrywki, powiększył dystans do stanu 13:11. Tillie dość szczęśliwie wyblokował jednak kiwkę i sam z lewego ataku wyrównał. Szalpuk dołożył skuteczną kontrę, a Butryn z trudnej piłki nie przebił się przez ręce Averilla i rywale odskoczyli na dwa punkty. Na szczęście Luke Perry popisał się kapitalną obroną po ataku Bołądzia, a Kwolek obił ręce Firleja i już po chwili znów mieliśmy remis, a po bloku na atakującym z Warszawy wróciliśmy na prowadzenie (20:19). Kolejne trzy akcje padły jednak łupem przeciwników, którzy złapali nas w najtrudniejszym ustawieniu P1 i dwa razy podbijali Kwolka, a raz Bieńka, podczas gdy na kontrach skuteczność odzyskał Bołądź. W końcu po czasie Bieniek przełamał niemoc, ale nadal potrzebowaliśmy break pointa, by wyrównać. Zdobyliśmy go w ostatniej chwili, przy drugim setbolu dla rywali. Butryn zagrał potężnie zza 9. metra i po obronie Perry’ego na kontrze uderzył mocno przez ręce blokujących, a piłkę spadającą nad siatką bezbłędnie po naszej stronie zgarnął Zniszczoł. Projekt miał jeszcze jedną okazję, by zakończyć partię, ale Tillie pomylił się w polu serwisowym. Po trudnej zagrywce Clevenota Szalpuk na wysokiej piłce nie trafił w nasze palce i strzelił daleko w aut, a to oznaczało pierwszego meczbola. Na podwyższenie bloku pojawił się Daniel Gąsior i to on kolejnym złotym dotykiem zakończył spotkanie, zatrzymując Szalpuka. Statuetka MVP po raz drugi z rzędu trafiła do Bartka Kwolka.

W drugim meczu półfinałowym PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów przegrał przed własną publicznością z Jastrzębskim Węglem trzy do dwóch.

źródło: Biuro Prasowe Aluron CMC Warta Zawiercie foto: Biuro Prasowe Aluron CMC Warta Zawiercie – aluroncmc.pl

Avatar

Kul@3

About Author

Prawie 40 wiosen na karku a w piłkę mógłby jeszcze spokojnie pograć. Kariera spowolnił a potem zastopował brak talentu. Biegać się nie chciało zatem stał w bramce i jak piłka nie trafiła w niego to wpadła do bramki. Zawodnik takich klubów jak Warta Zawiercie, MKS Poręba, Źródło Kromołów czy Piliczanka Pilica. Choć ostatnim mecz rozegrał ponad 15 lat temu.. Zmieniło się tyle, że ubyło Klubów a przybyło boisk ze sztuczną nawierzchnią...